• Wpisów: 84
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 14:51
  • Licznik odwiedzin: 2 809 / 261 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
cairenn
 
  • awatar naomi tiana: Przyjemne, ciepłe zdjęcia. Udało Ci się zrobić fotkę grupową O_O
  • awatar luci_fair: A czyja jest ta piękna lalka z pierwszego zdjęcia w tym poście? :)
  • awatar chiriann: @naomi tiana: Dziękuję :D! Powiedzmy, prawie grupową - ciągle ktoś kogoś podbierał i kilku brakuje na pewno ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

cairenn
 
  • awatar Caltha: czy ostatnia sztuka ma 4 ręce???
  • awatar Ashley Shell: @Caltha: dokładnie :) jest jak bogini Shiva :)
  • awatar Idemo: Twój duży men miał boskie to czarno-czerwone kimono <3 I szyłaś to wszystko ręcznie- big szacun, ja bym nie miała tyle cierpliwości ^^;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

cairenn
 
Ogromnie dziękuję wszystkim obecnym za wspaniałe, wczorajsze spotkanko! Może i pogoda nie dopisała, ale humory i uczestnicy - z całą pewnością :D.
  • awatar Ashley Shell: jak zwykle caly sztab pięknych lalek :)
  • awatar naomi tiana: Eee tam pogoda, Twoje zdjęcia są niesamowicie słoneczne. Następnym razem wracamy razem, musimy solidnie poplotkować
  • awatar chiriann: @naomi tiana: No ja mam nadzieję! Jeszcze tylu menów zostało do obsmarowania :D!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

cairenn
 
- Nie możesz jechać z nami – tłumaczył cierpliwie Xian. Tien, siedzący już na koniu, przyglądał mu się z rozbawieniem – Wyjeżdżamy z Nippu i przypuszczalnie nigdy tu już nie wrócimy, a tam, dokąd jedziemy, nie miałby się tobą kto zajmować. Nie mogę cię zabrać.
Mały yōkai nie wydawał się być przekonany jego argumentami. Bławatkowe oczy miał pełne łez, a jego mała bródka trzęsła się coraz bardziej. Buntowniczo tupał kopytkami, ale było jasne, że za chwilę wybuchnie płaczem.
Xian przykucnął przy nim na świątynnym dziedzińcu, położył mu dłoń na ramieniu.
- Jesteś już zdrowy. Możesz teraz odszukać swoje stado, albo zostać tutaj, kapłani o ciebie zadbają. Bądź dzielnym chłopcem. Przy nas nie byłbyś bezpieczny…
- Xian – odezwał się książę łagodnie – Powinniśmy już jechać. Nie przekonasz go, a nie możemy dłużej czekać.
Yōkai posłał mu paskudne spojrzenie.
Xian westchnął, podnosząc się.
- Masz rację. Im dłużej tu przebywamy, tym ryzyko jest większe. Przykro mi, malutki, ale… - urwał, bo po buzi malucha popłynęły wielkie jak grochy, przejrzyste łzy - Przykro mi, naprawdę…
Yōkai wyrwał mu się, szarpnął do tyłu, zadudnił kopytkami o ziemię, pobekując niewyraźnie przez łzy.
W powietrzu przed nim zamieniła się, zatańczyła tęcza i na oczach obu zaskoczonych mężczyzn, otwarł się portal, za którym niewyraźnie majaczyła jakaś łąka. Maluch rzucił jeszcze tylko jedno zranione spojrzenie Xianowi i wskoczył w przejście, które zamknęło się za nim gładko i bez dźwięku.
Tien potrząsnął lekko głową, zaskoczony.
- Nie sądziłem, że to potrafi.
- Ja też nie – Xian wciąż patrzył w miejsce, skąd maluch zniknął – Może powinniśmy go wziąć ze sobą? Jeśli nie znajdzie stada, znów wpadnie na jakiegoś drapieżnika…
- Popraw mnie, jeśli się mylę, ale mieliśmy na siebie nie zwracać uwagi. Wątpię, by nam się to udało, gdyby towarzyszył nam pobekujący chłopczyk z racicami zamiast stóp.
Xian skinął machinalnie głową, ale nie odpowiedział. Podszedł do swojego konia i wspiął się na siodło. Bez słowa przejechali pod bramą świątynki i ruszyli ścieżką w dół zbocza, wśród sosnowych pni.
Po tym, jak zorientowali się, że są śledzeni, podjęli decyzję o natychmiastowym wyjeździe.
Szczególnie, gdy następnego dnia odwiedziła ich Ilix.
Nie zdołali się dowiedzieć, skąd czarodziejka znała miejsce ich pobytu, względnie, jakim cudem tak szybko udało jej się ich namierzyć – Ilix wybitnie nie była w nastroju do udzielania im jakichkolwiek wyjaśnień. Przekazała im tylko ostrzeżenie od Cadriela i pośrednio – od Takagiego Nagahiro, dotyczące ścigającej ich Kohorty i niemal natychmiast odjechała w towarzystwie milczącej eskorty morquandzkich assassynów.(...)
Przebrali się tak, by jak najmniej rzucać się w oczy, zabrali tylko najbardziej niezbędne rzeczy i ruszyli ku wybrzeżu, na wszelki wypadek podając kapłanom zupełnie inny kierunek i zupełnie inne plany niż podróż do Związku Morskiego, którą zamierzali. Zjawienie się w świątynce pościgu było już tylko kwestią dni.
Pogoda nie zachęcała do podróży – po kilku wiosennych, ciepłych dniach nastały dni szare, mokre i chłodne. Nie mogli już jednak dłużej zwlekać.
Bezpieczne schronienie przestało być bezpieczne.

Pics were processed using lieveheersbeestje (lieveheersbeestje.deviantart.com/) Photoshop actions
  • awatar Idemo: ;_; ale naprawdę nie mogli go zabrać ze sobą ? I co on teraz zrobi ? Czy w świecie, do którego mały teraz się udał jest bezpiecznie ?
  • awatar chiriann: @Idemo: Nie martw się, Myunek jest zaradniejszy, niż na to wygląda, a i rozstanie nie jest ostateczne ;)
  • awatar Ayu&Ana: Buuuuu... smutno, że musiał zostać...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

cairenn
 
*  *  *

- Masz jakieś imię?
Kopytny stworek podniósł na niego swój bławatkowo niebieskie wzrok i zabeczał cicho. Xian westchnął.
- Ale rozumiesz, co do ciebie mówię? Rozumiesz ludzką mowę?
Mały yōkai energicznie pokiwał głową.
- Dobre i to.
Stworzonko uśmiechnęło się do niego szeroko.
Młody kapłan, oddelegowany przez przełożonego świątyni do opieki nad znajdkiem, spisał się wyśmienicie. Już po kilku dniach yōkai był nie do rozpoznania. Oczyszczone i fachowo opatrzone rany, obłożone jakimiś kojącymi, ziołowymi okładami, goiły się zaskakująco dobrze.
Siedział teraz na wygodnym, ciepłym posłaniu, które przygotowano dla niego w jednym z gościnnym pokoi, chrupał kawałki surowej marchwi i selera i przyglądał się Xianowi ciekawie.
Choć nadal lękliwie reagował na obecność innych ludzi, a przed Tienem chował się głęboko pod przykrycia, wobec Xiana zachowywał się zupełnie inaczej, nie okazując ani cienia strachu. Porozumienie się z nim okazało się jednak trudniejsze, niż ten przypuszczał – choć stworzonko od człowieka różniły na pozór tylko kosmate, kopytne nóżki, nie zdradzało chęci konwersacji, tylko pobekiwało w najrozmaitszych tonacjach. Wydawało się jednak świetnie rozumieć to, co Xian do niego mówił.
Usiadł wygodniej, krzyżując nogi. By nie przytłaczać swojego nowego znajomego wzrostem, siedział na ziemi, ale i tak górował nad nim znacznie.
- Co się stało? Ktoś cię zaatakował? Wilki?
Yōkai pokręcił głową, spuścił wzrok i wyraźnie się wzdrygnął.
- Ktoś na ciebie polował?
Znów zaprzeczenie.
- A twoje stado? Twoja… rodzina? Co się z nimi stało? – zapytał i natychmiast pożałował, bo oczka stworka zaszły łzami. Opuścił główkę jeszcze niżej i zaczął pociągać nosem.
- Przepraszam… Nie powinienem cię o to pytać.
Yōkai chlipnął tylko w odpowiedzi, ale wytarł oczka piąstkami, dzielnie walcząc z płaczem.
- Dzielny chłopczyk.
Stworzonko podniosło nagle główkę, wyraźnie nasłuchując.
- Ktoś idzie?
Przytaknął, po czym z komiczną godnością schował się pod swoją kołderkę i kocyk. W tej samej chwili Xian usłyszał dochodzące z korytarza kroki.
- Powinienem się domyślić, że tu będziesz – odezwał się Tien z rozbawieniem, stając w drzwiach. Na rękach trzymał wielkiego, burego, świątynnego kocura – Konwersujesz ze swoim małym znajomym?
Yōkai łypał na niego spod przykrycia.
- Próbowałem się dowiedzieć czegoś na jego temat, ale nie wygląda na to, by potrafił mówić w jakimkolwiek ludzkim języku. Dobrze rozumie nippuński, chwyta też wspólny, ale do rozmowy nie jest już taki chętny.
Na ustach księcia tańczył lekki uśmiech.
- Naprawdę się zmieniłeś. Zupełnie sobie nie wyobrażam dawnego ciebie, ratującego jakieś leśne stworzenie. Ani jakiekolwiek inne, skoro już o tym mowa.
- To zarzut?
- Oczywiście, że nie. Po prostu jestem zaskoczony.
- Spłacam dług – oparł się o krzesło, stojące obok – Mnie też ktoś kiedyś uratował zupełnie bezinteresownie, po prostu z porywu dobrego serca. Nie sądzę, bym kiedyś zdołał się tej osobie odwdzięczyć, więc… robię choć tyle.
- Prawie nie mówisz o tym, co się z tobą działo, kiedy…
- To nie są najprzyjemniejsze wspomnienia.
- Zdaję sobie z tego sprawę – książę wszedł do pokoju, stanął obok niego. Długa, jedwabna szata szeleściła cicho – I nie chcę cię do tego zmuszać. Ale…
- Tien, to nie była szlachetna niewola, kiedy miałem okazję popisać się cierpliwością i wzniosłością ducha. Sam powiedziałeś, że nie chcesz mi mówić o krokach podjętych przeciwko Varfyddowi, bo są wstrętne. Moje wspomnienia… są pewnie dużo ohydniejsze. Żeby przetrwać, żeby przeżyć, wiedząc, że nikt z zewnątrz mi nie pomoże, robiłem rzeczy, z których nie można być dumnym. Cel osiągnąłem, ale nie chcę do tego wracać.
Tien położył mu rękę na ramieniu, uścisnął lekko.
- Przepraszam.
- Za co?
- Za to, że cię zostawiłem. Że…
- Dajże spokój. To ja na wszelkie sposoby utrudniałem ci odnalezienie mnie. A potem to oni znaleźli mnie pierwsi.
- Nie kusi cię, by dowiedzieć się, kim byli „oni”? Kto ci zgotował taki los? Do czego chcieli cię wykorzystać, skoro…
- Teraz już nie – uniósł rękę, przykrył nią dłoń księcia na swoim ramieniu – Kiedy tkwiłem w niewoli, niejednokrotnie ta myśl utrzymywała mnie przy życiu. Że znajdę sprawców moich nieszczęść, że się na nich odegram, że sprzedam w niewolę ich, ich dzieci, wnuki i psy. Ale teraz już mnie to nie obchodzi. Wyrwałem się stamtąd, odnalazłem ciebie, jestem wolny. Nie są warci tego, by marnować na nich czas. Zbyt wiele go przez nich straciłem. Co zaś się tyczy wykorzystywania mnie, to sądzę, że miałem być narzędziem użytym bądź to przeciwko tobie, bądź mojej dawnej rodzinie. To wszystko jest mniej zagadkowe, niż można by przypuszczać.
- Aiguo musiał o tym wiedzieć.
- Sądzę, że wiedział, ale było mu to głęboko obojętne. Ja byłem mu głęboko obojętny od chwili, gdy zniknąłem z twojego otoczenia.
Tien nie odpowiedział.
Mały yōkai bacznie wyjrzał spod przykryć, ale widząc, że książę nie zamierza odchodzić, schował się pod nie ponownie.
Za oknem słońce przebijało się nieśmiało zza chmur.
- Powstańcy zdobywają kolejne porty – powiedział w końcu, cofając dłoń – Podejrzewam, że wkrótce całe wybrzeże będzie w ich rękach. Te siły WWP, które miały się wycofać, zrobiły to już dawno. Kiedy zamkną jedyną drogę ucieczki z wysp, będą mogli się skupić na wyżynaniu niedobitków, takich, jak Bai Dao. Wtedy będziemy mieli szansę, by się stąd wyśliznąć.
Xian uśmiechnął się, wstając.
- Nagle zaczęło ci się spieszyć, by stąd odpłynąć.
- Powiedziałem ci już, że nic mnie tu więcej nie trzyma – podrapał za uchem kocura, który mruczał z lubością – I… tak. Skoro już podjąłem decyzję, chciałbym ją jak najszybciej wprowadzić w życie. Zima nie była ostra, porty nie powinny być zamarznięte. Znajdziemy statek płynący do Związku Morskiego, albo choćby do Irrelis i wydostaniemy się stąd raz na zawsze.(...) Od miesięcy nie napisałem wiersza. Od miesięcy żaden nawet nie przyszedł mi do głowy. Nie wiem, czy mam prawo nadal nazywać siebie poetą. Może też dlatego tak bardzo chciałbym się stąd wyrwać – powiódł dookoła dłonią – Mam wrażenie, że to otoczenie zabija we mnie wszelką wenę.Chyba rzeczywiście pozostawaliśmy tu zbyt długo.
  • awatar Nowoczesny: Dziewczyno masz TALENT> Powiem szczerze że masz super blog, ja akurat piszę ogólnie o fotografii i o ciekawostkach, udowadniam że nawet tanim kompaktem można zrobić dobre zdjęcia wystarczy umieć retuszować :) Teraz dodałem wpis w którym udowodniłem że nie ma lustrzanki do 3000 zł która wszechstronnością by pobiła mocny kompakt wart połowę mniej. Zapraszam cię do siebie, jeżeli by moje efekty zdjęć (które retuszuje) cię zdziwiły, to super jak byś mnie obserwowała :)
  • awatar Lady Ashi: ale slodziak! super to w paprociach
  • awatar Idemo: Ciekawe, czy kiedyś małemu uda się do nich "przemówić" w jakiś sposób ? Może istnieje jakiś uniwersalny środek przekazu ? I jakie ładne mu ubranko uszyłaś ^^ Fotka w paprociach podoba mi się najbardziej :)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

cairenn
 
Ciało Sayonji Sayuri znaleziono w lesie, kilka kilometrów od posiadłości Varfydda, zaatakowanej dwa dni wcześniej.
W zamku wymordowano wszystkich - od stajennych i pomocy kuchennych poczynając, na zarządcy kończąc. Wszyscy oni jednak zginęli szybko, by nie rzec - miłosiernie.
Z podopieczną Varfydda rzecz miała się inaczej. Jej zwłoki nosiły ślady okrutnych, zadanych przez zawodowca tortur. Nie po to, by wydobyć z niej jakieś tajemnice. Męki dobrano tak, by sprawić jej jak najwięcej bólu. Jedynie twarz pozostała nietknięta, by ułatwić identyfikację.
Na wieść o tym Varfydd wpadł nie w rozpacz, ale w szał. W jednej chwili, wraz ze śmiercią kruchej, oddanej mu bez reszty dziewczyny runęły jego sny o potędze. W sekundzie, w której Sayuri dokonała żywota, on praktycznie stracił większe znaczenie w polityce Nippu. Wciąż miał swoje bogactwa, wciąż miał na swoich usługach Kohortę, ale nie mógł już nawet marzyć o wywieraniu większego wpływu na kraj po zakończeniu powstania.
Nie byłby jednak sobą, gdyby pozwolił wściekłości ponieść się na dobre. Gdy zakończyły się uroczystości pogrzebowe, zamknął się w swoim gabinecie, by przemyśleć swoje dalsze postępowanie.
Władza nad Nippu wymknęła mu się z rąk w chwili, gdy uważał ją za swoją zdobycz. Było jasne, że ataku na zamek nie przeprowadziła banda maruderów, przeciągająca w pobliżu, rozbójnicy czy inni, przypadkowi grasanci. Dokonali go zawodowcy, wysłani tu właśnie w tym jednym, konkretnym celu - wyeliminowania go z gry o władzę.
Miał wielu wrogów. Wiele osób życzyłoby sobie tego, co go spotkało. Ale stosunkowo niewielu z nich miało zasoby ludzkie, by przeprowadzić tak zuchwałą akcję.
Młodzi dziedzice - albo Date Tojiro, albo Takagi Nagahiro, obaj ambitni, młodzi, bitni i serdecznie mający dość jego kurateli. Fan Tien, który wciąż zachował dość wpływów i miał dostatecznie zdolnych agentów, a także dostateczne powody do zemsty.
Oraz Ilix.
Siedząc w ciemnej komnacie, oświetlonej tylko blaskiem płomieni w kominku, Varfydd przeklinał dzień, w którym usłyszał to imię.
Ilix była czarodziejką, o stosunkowo niewielkim, ale bardzo wyspecjalizowanym potencjale magicznym. Za drobną albo i wcale nie drobną opłatą, trudniła się zmienianiem wyglądu uciekinierów, banitów, przestępców - wszystkich tych, którzy z takiej czy innej przyczyny pragnęli zmienić swoją powierzchowność. Mieszkała w Morquandzie, ale pochodziła w Irrelis. To właśnie tam, jeszcze za dni swojego dzieciństwa, zaprzyjaźniła się z Cadrielem i jego bratem, Sedrielem.
Varfydd miał podstawy przypuszczać, że do czarodziejki, mającej dzięki swojej specjalizacji znakomite kontakty wśród gangsterów, przemytników i piratów, dotarły wieści o tym, że jego ludzie uprowadzili Sedriela. Rozzłoszczona tym Ilix zmontowała ekipę, złożoną ze swoich znajomych i ruszyła mu na odsiecz. Bliźniak Cadriela został uwolniony wkrótce potem, a pilnujący go - zmasakrowani. Gdy Varfydd wysłał swoich zaufanych ludzi, by go ponownie schwytali, a czarodziejkę oduczyli mieszać się w nieswoje sprawy, spotkał ich podobny los, jak ich poprzedników. Poniewczasie okazało się, że Ilix jest informatorką morquandzkich służb specjalnych, cieszącego się fatalną sławą rodu Asnar.
Wiedział, że magiczka, po umieszczeniu Sedriela w bezpiecznej kryjówce, zjawiła się w Nippu, by pomóc drugiemu z braci. Zastanawiał się teraz, czy to nie ona stoi za śmiercią Sayuri.
Wszystkie trzy tropy wydawały mu się bardzo prawdopodobne. Najchętniej wywarłby krwawą zemstę na wszystkich. Jednak śmierć Sayuri bardzo osłabiła jego pozycję i nie wątpił, że gdyby rzucił wszystkie swoje zasoby przeciwko powstańcom, czy też Ilix, odsłoniłby się na atak drugiej strony.
A zemsty pragnął teraz nade wszystko. Strasznej, przerażającej, takiej, o jakiej ze zgrozą wspominano by jeszcze przez lata - by przekonać wszystkich, włącznie z sobą samym, że nie opłaca się z nim zadzierać.
Najlepszym kandydatem do niej był Fan Tien. Książę mógł być zleceniodawcą ataku, ale przede wszystkim był praktycznie banitą, za którym nikt się nie ujmie, a już z pewnością ani powstańcy, ani chroniona przez morquandzkich assassynów Ilix.
Varfydd rozesłał posłańców do wszystkich pododdziałów Kohorty, rozproszonych po kraju. Wszyscy oni mieli teraz jedno zadanie - za wszelką cenę schwytać Fan Tiena.

Fourth pic was processed using lieveheersbeestje (lieveheersbeestje.deviantart.com/) Photoshop actions
  • awatar Ayu&Ana: W takim miejscu zakończyć, no! Bardzo dobrze się czytało, dla nas jak zawsze za krótki kawałek ;]
  • awatar chiriann: @Ayu&Ana: Muszę dawkować, żeby się za szybko nie wystrzelać z fragmentów zdatnych do publikacji :D
  • awatar Idemo: O jaka szkoda Sayuri... ale dlaczego ją to spotkało... nie można było inaczej "załatwić" Varfydda ?! A teraz Fan Tien- mam nadzieję, że on ujdzie z życiem...
Pokaż wszystkie (8) ›
 

cairenn
 
By móc wywierać na sytuację w Nippu wpływ nie tylko polityczny, ale i militarny, Varfydd potrzebował armii o potencjale bojowym niewiele mniejszym, niż powstańcy. Niewielkie siły zbroje rodu Sayonji nie nadawały się do tej roli, ale za swoją fortunę bez trudu mógł kupić kontrakt z największą organizacją najemniczą Świata Mórz - prywatną armią, nazywaną Kohortą. Jej dowódcy wysłali do Nippu znaczące siły, dowodzone przez pułkownika Irbisa. Z pomocą Kohorty, Varfydd był pewien, że uda mu się wcielić w życie wszystkie swoje plany, snuł je zatem coraz dziksze, przekonany, że nikt i nic nie jest go już w stanie powstrzymać...

*   *   *

Irbis odsunął dłonią ciężką połę namiotu, a zaraz potem drugą, grubą kotarę, która, zwieszona tuż za wejściem, tworzyła coś w rodzaju przedsionka. Dzięki temu mniej chłodnego, wilgotnego powietrza przedostawało się do środka, nie docierał tu też porywisty, świszczący na zewnątrz wiatr.
W samym namiocie było ciepło i przytulnie. Pozostało się zastanowić, czy to dzięki piecykom w rogach, czy też dzięki temu, że Varfydd dosłownie promieniał. Jego wyśmienity nastrój wydawał się być dostatecznie potężny, by przegnać chłód odwilży i rozjaśnić pochmurny, deszczowy dzień.
Najemnik nie miał jednak wrażenia, by ten fantastyczny nastrój pryncypała mu się udzielał. Wręcz przeciwnie.
Nie przepadał za Varfyddem. Oczywiście, nie zmieniało to niczego w ich relacjach biznesowych – musiał przyznać, że nader rzadko trafiali się klienci, do których można było poczuć sympatię. Varfydd jawił mu się wszakże jako jeden z bardziej odrażających typów, z jakimi przyszło mu pracować. Jego zadowolenie napełniało Irbisa niepokojem.
Teraz siedział za polowym biurkiem, ukryty niemal za stertą dokumentów, które studiował z wyraźną lubością. Dziś rano dostarczył je jeden z Domowników, których Varfydd zatrudniał i od tamtej pory cały jego namiot wydawał się świecić wewnętrznym blaskiem. Irbis musiał przyznać, że jeszcze nigdy nie widział go tak usatysfakcjonowanego.
- Witam, pułkowniku, witam! – zahuczał jowialnie, unosząc głowę – Proszę spocząć. Herbaty? Wina?
- Dziękuję, właśnie zjadłem obiad. Chciałeś mnie widzieć, panie?
- A, tak – Varfydd rozparł się wygodnie z swoim fotelu – Z pewnością wieści obiegły już obóz, ale uznałem, że powinien porozmawiać w cztery oczy z dowódcą moich sił o tym, co się stało. Heian-kyo jest już w naszych rękach.
Irbis skinął głową. Nie było trudno się tego domyślić.
Jednak nawet jego powściągliwa reakcja nie była w stanie zepsuć Varfyddowi humoru.
- To oznacza przełom w powstaniu. Przekroczyliśmy półmetek. Jedyne, co nam teraz pozostaje, to uprzątnąć resztki sił WWP…
- Sądzę, panie, że ponosi cię entuzjazm – przerwał mu najemnik spokojnie – Stolica nie ma wielkiego znaczenia strategicznego. W twoich ustach brzmi to, jak zwycięstwo w wielkiej, walnej bitwie, ale obaj wiemy, że garnizon w mieście nie przedstawiał wielkiego zagrożenia od samego początku. To ograniczenie zniszczeń i ofiar wśród mieszczan nastręczało więcej problemów.
Varfydd roześmiał się protekcjonalnie.
- Proszę pomyśleć raczej o sukcesie moralnym. Serce kraju jest nasze. Dla tych niezdecydowanych to jasny sygnał, że zwyciężamy. Spodziewam się prawdziwego przyboju ochotników. Teraz dla wszystkich jest już oczywiste, że zwyciężamy – zaplótł ręce na potężnej piersi – Los nam sprzyja. Kirył ciągle okupuje Północne Rubieże i zagraża miastom położonym w dole Priemyssy, wciąż nie zdradzając chęci zwinięcia manatków i powrotu do domu. Arystokracja WWP wciąż nie potrafi wyłonić spośród siebie jakiegokolwiek wodza, żaden z kandydatów nie jest w stanie uzyskać dostatecznego poparcia, by rozpocząć choćby pertraktacje z Caratem. Dwóch potencjalnych już zostało zamordowanych, trzeci uciekł… Ci, którzy pozostali, miotają się jak kurczęta z odciętymi głowami, niezdolni do żadnej skoordynowanej akcji. Nie są w stanie wydać Kiryłowi walki, bo swoje siły zbrojne trzymają przy sobie, z lęku przed atakiem sąsiada. W WWP, pułkowniku, już nikt nawet nie myśli o Nippu. Mogą stracić w tej chwili dużo więcej, jeśli prędko nie zbiorą się w sobie – mogą stracić wszystko. Jeśli Kirył spostrzeże, że bez większych nakładów jest w stanie podbić całą Wielką Wschodnią, nie zawaha się. Sądzę, że wysokie rody są tego świadome. Z metropolii nie przyjdzie już żadna pomoc, żadne wsparcie dla tych oddziałów okupacyjnych, które jeszcze pozostały na wyspach. Co więcej, wszyscy liczący się oficerowie już stąd wyjechali. Ci, którzy wciąż tu tkwią, to szaraczki, które nie mają nic do zyskania w domu, takie jak Bai Dao…
- Dziwią mnie takie słowa w ustach kogoś tak doświadczonego, jak ty, panie – przerwał mu Irbis ze źle skrywaną irytacją – Od kiedy to talent dowódcy zależy od jego pochodzenia i ambicji politycznych? Szanuję tak pogardzaną przez ciebie Bai Dao dużo bardziej, niż tych wszystkich utytułowanych generałów, którzy na wieść o śmierci Aiguo pognali na wyprzódki do domu, by uszarpać coś dla siebie.
Varfydd uśmiechnął się pobłażliwie.
- Oczywiście. Nie pogardzam major Bai, raczej daleki jestem od przeceniania jej. To uparta kobieta, ale średnio kompetentny dowódca. Moje poprzednie stwierdzenie to nie prawda uniwersalna, ale ocena tej konkretnej sytuacji. W Nippu nie został żaden naprawdę liczący się dowódca wojskowy…
- … nie licząc Hao.
- Hao nigdy nie był wojskowym z prawdziwego zdarzenia – skontrował Varfydd, wciąż w różowym humorze – A teraz, każdy żołnierz WWP, jaki go zobaczy, raczej go zaatakuje, niż będzie chętny do słuchania jego rozkazów. To samo, jeśli chodzi o Fan Tiena.
- Mimo to, wciąż nie udało nam się ich schwytać.
- Nie mają już w tej chwili znaczenia. Tak samo, jak Cadriel. Istniał taki etap w moich planach, na którym mogli zagrozić ich realizacji, przegapili jednak swoją szansę. W tej chwili jesteśmy już nie do zatrzymania. Gdy tylko nasza liczebność wzrośnie dostatecznie – a nie potrwa to dłużej, niż tydzień – rozejdziemy się we wszystkich kierunkach, by wyeliminować resztę oporu. Nippu będzie wolne, nim nadejdzie lato. Ta wiosna…
- To bardzo optymistyczna wizja – Irbis usiadł na składanym krześle przy jednym z piecyków. Nie zanosiło się na rychły koniec tej rozmowy, Varfydd potrzebował najwyraźniej publiczności dla swojego triumfu – A co potem?
Varfydd posłał mu szeroki, zadowolony uśmiech.
- Potem? Zaczniemy odbudowę struktur państwowych. Upewnimy się, że żaden ze szlachetnych rodów, które nie partycypowały w walkach, nie nabierze zbyt wielkiego znaczenia. Tojirō i Sayuri wezmą ślub, on zostanie shogunem i wszyscy będziemy żyli długo i szczęśliwie.
- A kwestia władzy cesarskiej? Nie uda ci się tego, panie, zamieść pod dywan. Tak samo, jak działań lorda Takagiego i jego przymierza z rodem Takeya. Rodem, który ma do dyspozycji aż dwie spadkobierczynie tronu cesarskiego.
Był przekonany, że tym razem uda mu się choć trochę przytłumić samozadowolenie Varfydda. Ten jednak parsknął śmiechem.
- Pułkowniku, jesteście jak ten niewolnik, który stał za triumfującymi wodzami dawnych epok, szepcząc im do ucha „pamiętaj, że jesteś śmiertelny”.
- Nie kieruje mną chęć zakłócenia twojego triumfu, panie. Moim zadaniem jest jednak pamiętać także o tych wszystkich nieprzyjemnych sprawach, które nie znikną tylko dlatego, że nie będziemy o nich wspominać – wyciągnął przed siebie nogi – Samozadowolenie to pierwszy krok do upadku.
- Jestem za to wdzięczny – Varfydd znów posłał mu protekcjonalny uśmieszek – Ja jednak także o tym pamiętam. Takagi Nagahiro musi, oczywiście, zginąć. Skoro postawiłem na dziedzica Date, nie potrzebuję dla niego żadnej konkurencji, a syn Takagiego na taką właśnie konkurencję wyrasta. Moim Domownicy zajmą się nim we właściwym czasie. Rzecz jasna, odejdzie jako bohater powstania, ale zniknie z horyzontu wydarzeń, nim zaczniemy budować nowe, powojenne Nippu. Co do rodu Takeya, to owszem, bliźniaczki są ich silnym atutem i na razie pozwolę im tak myśleć. Jestem gotów pójść nawet na znaczne ustępstwa, by posadzić jedną z nich na tronie. Ludność Nippu, nawet arystokracja, są bardzo przywiązani do dynastii panującej i nie mieści im się w głowach, by ją zmienić. To… dokuczliwe, ale nie na tyle, by zadawać sobie trud zmiany tych przyzwyczajeń. Zatem albo Kagami, albo Nozomi zostanie cesarzową. Zlikwiduję jednak urząd kanclerza, powołując się na wszystkie nieszczęścia, do jakich doprowadził nieboszczyk Hojo. Pamięć o nich jest wciąż dostatecznie świeża, by nikt długo przeciwko temu nie protestował. A jeśli będzie protestował, nie będzie trudno obrócić resztę przeciwko niemu. Władza cesarska będzie władzą jedynie tytularną, a faktycznym i jedynym panem Nippu będzie shogun.
- Z tobą, panie, jako doradcą – rzucił Irbis z przekąsem. Varfydd skinął głową, ignorując zupełnie kpinę.
- To oczywiste.
- Jednak jak długo będą istniały dwa ośrodki władzy, choćby jeden był nim  jedynie z nazwy, zawsze znajdą się niezadowoleni z rządów shoguna, którzy zechcą zmienić status quo i wzmocnić władzę cesarską…
- Pomyślałem o tym – Varfydd spojrzał na niego spod oka – Cieszę się, że i ty to dostrzegasz. Tak, ten dualizm, który zawsze tak mnie w Nippu irytował, jest zaproszeniem do kolejnych niesnasek, może i wojen domowych i nawet likwidacja urzędu kanclerza tego nie zmieni. Rozwiążę tę kwestię, choć na to potrzebuję trochę więcej czasu. Więcej czasu i męskiego potomka Tojirō i Sayuri.
Irbis pochylił się lekko do przodu. Wbrew sobie, poczuł się zaintrygowany.
- A jeśli nie będą mieli syna?
- Da się to załatwić. Oczywiście, bez stuprocentowej pewności, ale istnieją procedury, które mogą większych prawdopodobieństwo urodzenia się chłopca. Gdy podrośnie, wydam go za cesarzową. Wiem, co zaraz powiesz – że tak wielka różnica wieku może stanowić problem. Nim on dorośnie, ona może być już za stara, by rodzić dzieci. Da się to jednak obejść, jeśli chłopiec zostanie wychowany w świecie o szybszym strumieniu czasu. To zbyt dobra szansa, by ją zmarnować. A kiedy cesarzowa urodzi już potomka – albo potomkinię, w tym miejscu to już będzie bez znaczenia – urząd shoguna przestanie być potrzebny. Gdy władza cesarska przejdzie w ręce naszego rodu, zlikwidujemy shogunat i skupimy całą władzę w pałacu cesarskim. Wtedy bowiem, to będzie już nasz pałac.
Irbis milczał. Ton Varfydda uległ zmianie – brzmiał teraz jak natchniony wieszcz, który widzi świetlaną przyszłość.
Tyle, że to JEGO świetlana przyszłość, pomyślał najemnik. Ani słowem nie zająknął się o tym, by choćby zapytać o zdanie innych. W ogóle nie bierze pod uwagę ich ewentualnego sprzeciwu…
Podniósł wzrok na Varfydda. Ich spojrzenia spotkały się.
Nie, inaczej. On wie, że jest w stanie zmiażdżyć każdy sprzeciw. Że będzie miał wszelkie atuty do tego, by sobie nim po prostu nie zawracać głowy. Że zawsze znajdzie sposób, by taki opór złamać. Ten człowiek nie ma żadnych skrupułów, żadnych hamulców moralnych i z pewnością żadne sentymenty nie staną na drodze realizacji jego planów. Nie ma sensu nawet wspominać o tym, co będzie, jeśli Sayuri, mimo zabiegów lekarzy czy czarodziejów, nie urodzi syna. Będzie zmuszona rodzić tak długo, aż w końcu sam rachunek prawdopodobieństwa sprezentuje Varfyddowi to, czego chce. Jeśli rodzice nie zechcą wychowywać dzieciaka w innym świecie, zostanie im on odebrany. Jeśli chłopak nie zechce żenić się z cesarzową, zmusi go – zaszantażuje, złamie…
Oto tyran, pomyślał z odrazą. Despota. Satrapa w najczystszej, wysublimowanej postaci…
Odchrząknął.
- Oto plan, który robi wrażenie – odezwał się sarkastycznie, by przypadkiem Varfydd nie pomyślał, że rozmach tej wizji go onieśmielił – Jest tylko jedno, drobne „ale”…
Varfydd znów zaserwował mu uśmieszek kogoś, kto świetnie zna wszelkie wątpliwości rozmówcy i gotów jest je rozwiać z dziecinną łatwością.
- Niechęć partycypantów?
- Czas – odparł Irbis krótko – Z pewnością nie urażę cię, panie, stwierdzając, że nie jesteś już pierwszej młodości. Jak na swój wiek, trzymasz się znakomicie. Lecz to nie potrwa wiecznie, a realizacja tego planu, nawet, jeśli uwzględnić światy o szybszym strumieniu czasu, wymaga… lat. Jeśli nie dziesięcioleci. Będziesz zmuszony stanąć przeciwko wielowiekowym tradycjom, a jeśli nie zechcesz doprowadzić do kolejnej wojny domowej, będziesz musiał zmieniać przyzwyczajenia mieszkańców Nippu powoli i cierpliwie. Jesteś człowiekiem, panie. Ludzie nie żyją wiecznie. W świecie, z którego pochodzę… samą koncepcję nieśmiertelności uważano za bzdurę.
Varfydd niespiesznie nalał sobie wina ze stojącej za dokumentami karafy, pociągnął głęboki łyk.
- A jednak tutaj zetknąłeś się z rasą prawdziwie nieśmiertelną.
- Mówi się, że elfy są nieśmiertelne.
- Są – zapewnił go – Jak długo elf nie zostanie zabity, nie umrze. Ich komórki regenerują się nieustająco, z nieustającą energią. Taki prosty mechanizm, a taki skuteczny… Co więcej, jest to cecha tak silna, że przekazywana mieszanemu potomstwu daleko, daleko w przyszłość. Aeirowie i sfinksy są długowieczne. Siłą rzeczy, sfinksa nie da się skrzyżować z elfem, ale już Aeir, posiadający gdzieś tam w swoich genach elfie wpływy, jest praktycznie nieśmiertelny, nawet, jeżeli był to tylko elfi prapraprapradziadek. Dlatego wśród Aeirów jest tak wielu mieszańców – kto zrezygnowałby z wiecznego życia dla swoich dzieci, jeśli można je zapewnić tak niewielkim kosztem? Wieczna młodość, wieczna sprawność – to prawie jak sen. Doszło do tego, że już tylko nieliczni Aeirowie się starzeją, a bardzo niewielu z nich niedołężnieje i umiera ze starości – tylko szaleni puryści, którzy do końca, z uporem, zachowali czystość krwi swojego rodu. Rodzina cesarska to także mieszana krew – i nikogo to nie dziwi. Mieszańce elfów i ludzi nie są aż tak uprzywilejowane, mechanizm regeneracji komórkowej nie jest wśród nich aż tak silny, ale także i tutaj elfia krew daje potężne korzyści. Tyle tylko, że o ile elfom Aeirowie wydają się bardzo atrakcyjni, jako partnerzy, to ludzie już mniej. Wszystko to kwestia preferencji. Sam zatem widzisz, że nieśmiertelność nie jest czymś aż tak nieosiągalnym.
- To bardzo pouczający wykład, dziękuję – Irbis pokręcił głową – Nie widzę jednak, jak to wszystko ma się do ciebie, panie. O ile mi wiadomo, nie posiadasz ani grama elfiej krwi w swoich żyłach.
- To była tylko luźna dygresja – Varfydd znów sięgnął po wino – Jeśli o mnie chodzi… Nie zaskoczę nikogo mówiąc, że jestem bogaty. Bajecznie bogaty. A w tym świecie, pułkowniku, można za naprawdę duże pieniądze kupić namiastkę jeśli nie nieśmiertelności, to długowieczności. Wspomnieliśmy choćby o światach o szybszym strumieniu czasu. Równie łatwo mogę się przenieść do świata o strumieniu czasu znacznie, znacznie wolniejszym. Podczas gdy dla mnie będzie mijał dzień, tutaj może minąć cały rok. Będę wpadał od czasu do czasu, by sprawdzić, jak się sprawy mają, ale nie na tyle długo, by mój czas mnie dogonił. Za odpowiednią opłatą uzdrowiciele są w stanie, choćby do pewnego tylko stopnia, usuwać szkody, jakie w moim organizmie wyrządza wiek. Swoje sztuczki mają także czarodzieje, których ich własna moc czyni nieśmiertelnymi. Jak widzisz, jak długo mam pieniądze, tak długo mogę oszukiwać czas i śmierć. I mogę doprowadzić dzięki nim do końca plany, jakie mam wobec Nippu. Gdy już władza nad moją drugą ojczyzną zostanie skonsolidowana w jednym dłoniach, w dłoniach potomka rodu Sayonji – będę mógł odejść w pokoju. Ale ani sekundy wcześniej. Troskę o ten kraj jestem winien zbyt wielu ludziom.
Najemnik milczał, czuł jednak, jak po jego plecach przebiega zimny dreszcz.
Naprawdę się cieszę, podsumował w myślach, że sukinsyn nie jest moim krewnym. Cóż za fantastyczna perspektywa – przeżyć całe życie, sterowany przez nieśmiertelnego starucha, który może zmusić cię dosłownie do wszystkiego, bo żyje już tak długo, że zna wszystkie sztuczki i ma dość forsy, by wykupić ziemię po której chodzisz.
Varfydd inaczej wytłumaczył sobie jego milczenie.
- Jak widzisz, nie zaniedbałem żadnego aspektu, żadnego drobiazgu. Staranne planowanie z czasem musi się opłacić. Historia Nippu od tej chwili będzie się toczyć tak, jak ja tego zapragnę… - urwał, bo z zewnątrz, gdzie przed namiotem stali wartownicy, dały się słyszeć podniesione głosy. W chwilę później kotara się podniosła i do środka wpadł zdyszany posłaniec. Varfydd poniósł się z miejsca.
- Co się stało?
Mężczyzna, ze stroju sądząc Domownik, ukląkł przed biurkiem na jedno kolano, pochylił głowę. Irbis dostrzegł, że jest blady jak kreda.
- Milordzie… Nieszczęście… - głos mu się rwał, jakby przybiegł tu piechotą – Zamek… Napadnięto rezydencję…
- Co takiego?!
- Rezydencja została zaatakowana. Nie wiem, przez kogo. Gdy się tam zjawiłem z twoimi, panie, rozkazami, zastałem tylko trupy. Wymordowano wszystkich… Nie znalazłem ciała panienki Sayuri… Sądzę więc, że została uprowadzona.
  • awatar Idemo: Widzę, że historia się rozkręca, super :) Bardzo podoba mi sie motyw ze światami o szybszym lub wolniejszym upływie czasu. Czy każdy może do takiego świata wejść, czy tylko ci, co wiedzą jak (lub. ew. komu zapłacić, żeby tam zaprowadził) ? Plan Varfydda wygląda przerażająco- przypomina to przestawianie pionków po szachownicy, zupełnie bez ludzkich uczuć i emocji... I bardzo jestem ciekawa, co się stało z Sayuri...
  • awatar chiriann: @Idemo: Generalnie otwieranie przejść między światami to domena czarodziei (zrobią to za odpowiednią opłatą ^^), ale jest to także możliwe przy użyciu artefaktów lub też można skorzystać ze "stałych" przejść, istniejących między niektórymi, bardzo bliskimi światami. Istoty posiadające silne zdolności magiczne, jak co potężniejsze yokaie, albo rasy wyższe, takie jak smoki, przekraczają bariery między światami instynktownie i bez żadnych dodatkowych przygotowań. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba :D!
  • awatar fraill: O, ten motyw ze światami o różnym upływie czasu i mnie się podoba!
Pokaż wszystkie (5) ›
 

cairenn
 
Historia moich lalków, czy też raczej ich literackich odpowiedników jest, jak już chyba kiedyś wspominałam, jednym z wątków dużo większej całości. Siłą rzeczy, sporo kwestii muszę streszczać i skracać, by Was na śmierć nie zanudzić. Ponieważ z powodu wrzucania to fragmentów, to streszczeń, sama zaczęłam się gubić, o czym już pisałam, a o czym jeszcze nie wspominałam, podejmuję niniejszym próbę wyprostowania całości i streszczenia najważniejszych wydarzeń wątku. Na razie część pierwsza. Mam nadzieję, że nie namieszałam za bardzo i mimo wszystko, będzie się ją czytać przyjemnie :).

*   *   *

Varfydd z rodu Sayonji w gruncie rzeczy nie był z owym rodem nawet luźno spokrewniony. Nie pochodził ani z Nippu, ani nawet z żadnego z okolicznych krajów – Wielkiej Wschodniej Prowincji, Caratu, Herzogtum czy Gryfiej Wyspy. Jego imię, rzecz jasna pod warunkiem, że przedstawiał się prawdziwym, wskazywałoby na mieszkańca któregoś z archipelagów Związku Morskiego – Nissendy, może Kelenbradu. Jedyne, co na jego temat można było powiedzieć z całą pewnością, to to, że zjawił się w Nippu już jako dojrzały mężczyzna, posiadacz bajecznej fortuny, ulokowanej bezpiecznie w największych bankach i niezwykle rozbudowanych kontaktów w arystokratycznych środowiskach Kontynentu.
Tak pieniądze jak i kontakty wydatnie ułatwiły mu start w nowej ojczyźnie. Już po kilku latach został z honorami przyjęty w poczet członków domu Sayonji, rodu władającego jedną w prowincji Nippu. Niedługo później stał się tegoż rodu regentem i opiekunem maleńkiej wówczas dziedziczki, Sayonji Sayuri.
Varfydd przez lata wrósł na trwałe w polityczny krajobraz Nippu. Gdy w skutek intryg i kilku nieszczęśliwych zbiegów okoliczności Nippu dostało się pod okupację WWP rozpoczął, rzecz jasna w największej tajemnicy, finansowanie i wspieranie ruchu oporu, pomógł również w ucieczce z kraju nie tylko swojej podopiecznej, ale wielu innym dziedzicom wysokich rodów, których rodzice i krewni zginęli w masakrze, jaką zgotowała obrońcom kraju armia WWP. W zamyśle Varfydda te dzieci miały, po osiągnięciu dorosłości, wrócić do kraju i wyzwolić go z rąk okupanta.
To w niespokojnym czasie ucieczek i polowań na zbiegów po raz pierwszy zetknął się z Hao Xianem, któremu wyznaczono zadanie schwytania ówczesnej przywódczyni ruchu oporu – Katakury Tsuny. Tsuna była wielką i niespełnioną miłością Varfydda od lat, nic więc dziwnego, że nie odniósł się do planów młodego pułkownika przychylnie. Wynajął zatem infobrokera, by ten znalazł sposób na to, by Hao się pozbyć, w możliwie najbardziej upokarzający dla niego sposób. Infobroker, którym był nie kto inny niż Cadriel, z zadania wywiązał się znakomicie. Hao Xian poszedł na wygnanie, lecz nim polowanie na Tsunę zdążono zlecić komuś innemu, ta z właściwą sobie złośliwością umarła. Dowodzenie nad partyzantką przejął Rai Sanao, a Varfydd rozpoczął kolejną w swoim życiu, skomplikowaną rozgrywkę, w której stawką była nie tylko niepodległość jego przybranej ojczyzny, ale i jego własne nad nią panowanie. Finansował partyzantów, a jednocześnie starał się zaprzyjaźnić z okupacyjnym namiestnikiem, księciem Fan Tienem, zgrabnie wchodząc w rolę mediatora między przetrzebioną, upokorzoną klęską nippuński arystokracją a najeźdźcami.
Z pozoru szło mu świetnie – był w pałacu namiestnika stałym bywalcem, a Fan Tien nie raz zasięgał u niego rady co do dalszych posunięć.
Czas mijał, ukryte na obczyźnie dzieci dorastały, a Varfydd wytrwale snuł pajęczynę swoich intryg, oplatając nią wszystkich najistotniejszych graczy politycznych w regionie. Miał świadomość, że nawet jeśli młodzi dziedzice powrócą, nie sprawi to, że powstanie odniesie gwarantowany sukces. Do tego potrzeba było porwać cały naród, a ten do walki akurat się nie palił – pod rządami Fan Tiena w Nippu żyło się dużo dostatniej i spokojniej, niż w stanie ustawicznej wojny domowej, do której doprowadzili wciąż podgryzający się daimyo za rządów ostatniego shoguna.
Logicznym posunięciem było pozbycie się księcia. Niestety, protektorem Tiena był Wielki Gubernator WWP – Tang Aiguo. Było oczywiste, że jeśli jego ulubieńcowi choć włos z głowy spadnie, Nippu zostanie zrównane z ziemią, nim powstańcy zdążą choćby sformować szeregi.
Tien, tak samo, jak przedtem Xian, nie mógł po prostu zginąć. Musiał zostać skompromitowany, zarówno w oczach ludności Nippu, jak i Aiguo. Jednak Tien nie przetrwałby w polityce tak długo, gdyby nie potrafił przejrzeć skierowanych przeciwko niemu prowokacji. Jego jedyną słabością, jedynym punktem zaczepienia, jaki Varfydd dostrzegał, był Hao Xian.
Wygnanego pułkownika nie było jednak łatwo odnaleźć, a Varfydd nie zamierzał tracić na to czasu sam. Zamiast tego, zwrócił się z tym zadaniem do Cadriela. Przewidując, że broker odmówi szukania kogoś, kto przez niego stracił dosłownie wszystko, zapobiegawczo wysłał swoich ludzi, by uprowadzili jego brata. Szantażowany jego życiem, Cadriel nie miał innego wyjścia, niż ruszyć na poszukiwania Hao.
Varfydd nie przewidział, że rozwścieczony szantażem broker zdoła porozumieć się ze swoją dawną ofiarą. Ale absolutnie nikt nie był w stanie przewidzieć, że w tak zwanym międzyczasie w zamachu zginie Tang Aiguo, przewracając sytuację polityczną w regionie do góry nogami.
Varfydd nie musiał sobie już zawracać głowy szantażowaniem Cadriela, szukaniem Xiana i manipulowaniem Tienem. Z dnia na dzień ta sprawa przestała go interesować, bo rzucił się w wir przygotowań do powstania. Do kraju wracali młodzi dziedzice, chaos, spowodowany ucieczką Tiena, sprzyjał wszelkiego rodzaju rozruchom i niepokojom. I choć zaczynała się zima, czas raczej kiepski na prowadzenie działań wojennych, nie można było zmarnować takiej okazji – szczególnie, że w tym samym czasie na ziemie WWP najechał jej zachodni sąsiad – Carat.
Lepszy moment mógł po prostu nie nadejść.
Na czele powstania stanął młody, buńczuczny dziedzic rodu Date, Tojiro, dawny podopieczny Katakury Tsuny. Varfydd działając, jak zawsze, z cienia, robił wszystko, by chłopaka wypromować na bohatera i zbawcę ojczyzny. Bardzo starać się nie musiał, bo Tojiro dążył dokładnie do tego samego – także po to, by po wyzwoleniu kraju bez sprzeciwów pozostałych daimyo mógł objąć urząd shoguna, czyli w praktyce najwyższą władzę w kraju.
Dokładnie taki był też plan Varfydda. Tojiro jeszcze w dzieciństwie został zaręczony z Sayonji Sayuri i to za jej pomocą Varfydd planował wywierać wpływ na przyszłego władcę Nippu i, manipulując nim niczym marionetką, rozpocząć własne rządy. Dla dobra państwa, rzecz jasna – nie chciał, by władza nad krajem, który tak bardzo kochał, dostała się w ręce nieodpowiedzialnego smarkacza.
Powstańcy radzili sobie lepiej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Zmagająca się z inwazją cara Kiryła Wielka Wschodnia Prowincja na akord wycofywała z Nippu większość oddziałów regularnej armii. Varfydd był na fali wznoszącej i wydawało się, że nic już nie może przeszkodzić mu w triumfie. W upojeniu zapomniał o tym, że Tien, Xian i Cadriel wciąż żyją, a każdy ma dość powodów do zemsty.
  • awatar Idemo: Fajne to streszczenie, rzeczywiście pozwala zorientować się szczegółowo kto jest kim i przeciw komu :)
  • awatar luci_fair: Super, że to opisałaś :) Podoba mi się Twój rozmach w kreśleniu sytuacji politycznej. Takie rzeczy to ja mogę czytać i czytać, nie po to, żeby się połapać, ale dla nich samych :) A czy Varfydd będzie udolfiony? :)
  • awatar MAKARRENA: lalek fajny, może kiedyś jednego kupię :) Streszczenie bardzo pomocne :)
Pokaż wszystkie (14) ›
 

cairenn
 
Myun, mały yokai, którego Hao Xian znalazł opuszczonego w lesie i zabrał ze sobą, bardzo szybko zadomowił się w świątyni, w której ukrywali się jego wybawca wraz z Tienem. Wydawało mu się, że szczęście się wreszcie do niego uśmiechnęło - opiekowano się nim, karmiono go, a kapłani zadbali nawet o pokoik i zabawki dla niego.
Każdy dzień był wypełniony albo błogim lenistwem, albo beztroską zabawą. A mimo to malcowi zdarzały się też chwile smutnej melancholii - instynktownie wyczuwał, że taki błogostan nie może trwać wiecznie...
  • awatar Katja DarkArt: Jakie fajne klocuszki :D i kocurrrrr mrrrrr :D
  • awatar Adelajde21: Ha!Ależ go rozpieszczają! Mój Teno cieszy się bo zapewne już niedługo spotka się z Twoim Myun :)
  • awatar chiriann: Myunek już się na to spotkanie cieszy :D!
Pokaż wszystkie (11) ›
 

cairenn
 
Korzystając z kilku dni świątecznego i okołoświątecznego wypoczynku, wybrałam się na spacer do lasu, by trochę się odkurzyć i wywietrzyć po tym, jak przez całą zimę siedziałam zabunkrowana w domu, marząc o cieplejszych dniach. Wiosny nie widać może jeszcze bardzo wyraźnie, ale las budzi się już z odrętwienia i jeszcze kilka słonecznych dni, a wokół znów będzie zielono...
  • awatar Adelajde21: Ech wiosna.... A ja siedzę i odświeżam tracking zamiast iść na spacer :( grrr
  • awatar chiriann: Wszystkie przesyłki do mnie gdzieś pogrzęzły. Już nawet nie sprawdzam trackingu, bo tylko mnie to frustruje :(
  • awatar Katja DarkArt: Piękny las!! ^^ tez chce do lasu :< a nie tylko przed kompem siedzieć i zapieprzać na uczelnie z 3d :<
Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Blog tylko dla dorosłych

Dalsze strony zostały uznane przez właściela bloga za zawierające treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich (mających ukończone 18 lat). Strony te zawierać mogą w szczególności treści o tematyce erotycznej, a także treści drastyczne lub inne przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując się na zapoznanie z treścią tych stron, czynisz to na własną odpowiedzialność.

Korzystanie ze stron zawierających treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich następuje na ryzyko osoby decydującej się zapoznać z takimi treściami.

Oświadczam, że mam ukończone 18 lat i wchodzę na własną odpowiedzialność.